Dziś oficjalnie ogłaszam, że wracam do siebie.
Bez dramatów. Bez łez. Bez playlisty „złamane serce”.
Po prostu… zamykam pewien rozdział, odkładam go na półkę z napisem
„ciekawa historia, ale bez kontynuacji”.
Był ważny. Był prawdziwy.
Ale to ja idę dalej.
Coraz częściej słyszę od ludzi, którym ufam, że najwyższy czas zainwestować w siebie.
I wiecie co?
To w końcu brzmi jak plan, a nie jak ucieczka.
Chcę podróżować po Polsce — bez pośpiechu, bez „muszę”.
Z aparatem, z ciekawością, z otwartą głową.
Chcę fotografować sport, najlepiej siatkówkę — emocje, ruch, ten moment zawieszenia w powietrzu, który trwa sekundę, a zostaje na zawsze.
Ten kierunek pojawił się dzięki komuś, kto stał się dla mnie trochę jak brat —
pokazał, że to, co mnie ciągnie, ma sens i warto za tym iść.
I mam też Elizkę.
Cicho, spokojnie, bez wielkich słów — ale zawsze obok.
Tę osobę, która nie komplikuje, tylko przypomina mi, kim jestem.
I z którą łatwiej wierzyć, że to, co przede mną, jest dobre.
Nie wiem jeszcze, dokąd dokładnie mnie to wszystko zaprowadzi.
Ale wiem, że tym razem nie stoję w miejscu.
Idę.
W swoją stronę.
Z ludźmi, którzy są prawdziwi.
I z marzeniami, które w końcu traktuję serio.
Dodaj komentarz