Dzisiaj oglądałam mecz w domu i trochę żałowałam, że nie jestem w Lublinie.


Kiedy byłam tam pierwszy raz, wiedziałam, że jeszcze kiedyś chcę wrócić.

Ktoś powie: po co jeździć tyle kilometrów, skoro bliżej też są kluby?

Ale to właśnie ten klub pokazał mi coś ważnego –
że warto walczyć o swoje marzenia.

Chyba dlatego zamykam pewien rozdział.
Taki, który trwał za długo i nie prowadził już nigdzie.
To moja kropka nad „i”.

Kocham siatkówkę – za emocje, za ludzi, za to, co dzieje się po każdej akcji.
Nawet jeśli dla kogoś to „tylko sport”.

Dzisiaj, oglądając mecz w TV, wróciłam myślami do poniedziałku na Torwarze.
I jeszcze dalej – do Bełchatowa sprzed lat, kiedy nie chciałam opuścić żadnego meczu.

Ten sezon powoli się kończy.
Wiemy już, kto zagra w finale.

A moje serce… chyba nie muszę mówić, gdzie jest.

Bo siatkówka jest nieprzewidywalna.

A kolejny sezon 2026/2027?

Z mojej strony – będzie bardziej ambitny.