Nie dlatego, że wydarzyło się w nim jedno konkretne przełomowe wydarzenie, ale dlatego, że działo się w nim po prostu bardzo dużo. Dobrych rzeczy i tych trudniejszych. Ważnych i takich, które z czasem okazały się mniej istotne, choć wtedy wydawały się ogromne.
Był to rok emocji. Decyzji podejmowanych czasem zbyt szybko i takich, które odkładałam na później. Rok uczenia się siebie — często przez błędy. Każdy z nas je popełnia. Każdy w którymś momencie mówi coś nie tak, robi coś za wcześnie albo za późno, nie potrafi nazwać tego, co czuje.
Ten rok pokazał mi, że nie wszystko da się poukładać wtedy, kiedy najbardziej by się tego chciało. Były sprawy, które chciałam wyjaśnić przed jego końcem. Rozmowy, które miały się wydarzyć. Słowa, które czekały na odpowiedni moment. Nie wszystko się udało. I chyba muszę się nauczyć, że to też jest w porządku.
Czasem brak odpowiedzi też jest odpowiedzią.
Czasem cisza mówi więcej niż słowa.
A czasem trzeba zostawić coś niedokończone, żeby móc iść dalej lżej.
Nie żałuję tego roku, mimo że nie był łatwy. Był potrzebny. Nauczył mnie uważności, cierpliwości i tego, że nie wszystko trzeba rozumieć od razu. Że emocje potrzebują czasu, a ludzie — przestrzeni.
Patrząc w przyszłość, nie mam wielkich oczekiwań. Mam nadzieję.
Na spokój.
Na więcej szczerości — wobec siebie i innych.
Na rok, który będzie dobry. Może nie idealny, ale prawdziwy.
Zamykam ten rok z myślą, że wszystko, co miało mnie czegoś nauczyć, już to zrobiło.
Resztę zostawiam czasowi.
Dodaj komentarz