Czasem jeden mecz to nie tylko kilka setów i wynik na tablicy.
Czasem to powód, żeby spakować torbę, wsiąść w pociąg i po prostu wrócić tam, gdzie wszystko ma sens.
W sobotę znowu będę na hali.
Znowu wśród świateł, dźwięków i tej znajomej adrenaliny, która pojawia się jeszcze zanim padnie pierwszy gwizdek.
I niby to tylko mecz.
Kolejne spotkanie, kolejne akcje, kolejne emocje.
A jednak za każdym razem czuję to trochę inaczej.
Bo są takie momenty, kiedy nie chodzi już tylko o kibicowanie.
Chodzi o to, co dzieje się w środku.
O te sekundy ciszy przed zagrywką.
O spojrzenia, których nikt poza Tobą nie zauważa.
O uczucia, których nie da się opisać wynikiem.
I może właśnie dlatego wracam.
Nie dla konkretnej drużyny.
Nie dla jednego zawodnika.
Tylko dla tego jednego uczucia,
że przez chwilę wszystko jest dokładnie na swoim miejscu.
I że ja też jestem.
Dodaj komentarz