Te spotkania w ciągu kilku dni były dla mnie jak oddech od rzeczywistości.
Jak chwile, w których świat na moment zwalniał, a ja czułam spokój, którego tak dawno mi brakowało.
Z nim było inaczej — lżej, ciszej, prawdziwiej.

A potem przychodziło pożegnanie.
I znów to uczucie… jakby coś zostało niedokończone.
Jakby między jednym spojrzeniem a dotykiem zostało jeszcze tyle słów, które chcą zostać wypowiedziane, ale nie potrafią znaleźć drogi.

Chciałabym po prostu wrócić.
Nie po to, żeby coś tłumaczyć.
Tylko przytulić się jeszcze raz, bez słów, bez obaw, że to za dużo.
Bo może właśnie wtedy zrozumielibyśmy więcej niż przez wszystkie rozmowy razem wzięte.

Bo są ludzie, z którymi nawet cisza ma sens.
A jedno przytulenie potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.