Dawno mnie tu nie było – nie dlatego, że zapomniałam o pisaniu,
tylko dlatego, że ostatnio więcej rzeczy dzieje się we mnie niż na kartce.
Świąteczny czas bywa intensywny.
Wszystko staje się wyraźniejsze, a jednocześnie trudniejsze do nazwania.
Myśli mają więcej przestrzeni, emocje są bliżej, a cisza potrafi mówić głośniej niż słowa.
Coraz częściej łapię się na tym, że jestem gdzieś pomiędzy.
Nie na początku i nie na końcu.
W miejscu, które nie daje jeszcze odpowiedzi, ale już coś we mnie porządkuje.
Uczę się ufać procesowi i nie wymuszać klarowności na siłę.
Nie wszystko musi się wyjaśnić od razu, żeby było prawdziwe.
Nie wszystko musi być nazwane, żeby miało znaczenie.
Czasem to, co najważniejsze, dojrzewa w ciszy.
I to też jest w porządku.