Czasem tęsknota nie boli.
Nie krzyczy, nie rozdziera — tylko cicho przypomina, że coś pięknego wciąż na mnie czeka.
Każdy dzień przybliża mnie do tej chwili, w której znowu zobaczę jego spojrzenie i poczuję ten spokój, który daje tylko jego obecność.
Nie wiem, co powiem, gdy w końcu się spotkamy.
Może nie będę musiała mówić nic.
Może wystarczy jedno spojrzenie, jeden gest, jedno przytulenie, żeby wszystko wróciło na swoje miejsce.
Tęsknię, ale tym razem to nie jest ciężka tęsknota — to spokojne oczekiwanie.
Takie, w którym serce wie, że to, co prawdziwe, po prostu wraca.
Że są ludzie, za którymi tęskni się inaczej — ciszej, głębiej, codziennie tak samo mocno.
Jeszcze tylko kilka dni.
I może wtedy zrozumiem, że ta tęsknota miała sens — bo prowadziła mnie z powrotem tam, gdzie naprawdę chcę być.
Bo czasem miłość nie potrzebuje słów.
Wystarczy obecność — ta cicha, pewna, prawdziwa.
Nie mówię o tym głośno.
Nie muszę.
Wystarczy, że w ciszy odliczam dni — do chwili, kiedy znowu poczuję spokój w jego ramionach.