Każdy tydzień zostawia po sobie jakiś ślad – czasem to drobiazg, jedno zdanie zasłyszane w rozmowie, innym razem wydarzenie, które zmienia perspektywę. Ten tydzień jeszcze się nie skończył, a już pokazał bardzo dużo.

Codziennie mamy setki spraw do załatwienia, a jednak zauważyłam, że chwila zatrzymania daje więcej niż ciągła gonitwa.

Ten poniedziałek był dla mnie szczególny – moje urodziny. Zamiast radości i świętowania, pojawił się smutek i przytłoczenie. Najchętniej schowałabym się z kieliszkiem wina i ulubionym serialem, odcinając się od wszystkiego. Ale życie jak zwykle miało inne plany – czekała mnie nocna zmiana w pracy.

Z perspektywy kolejnych dni zrozumiałam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Że nawet jeśli próbujemy zagłuszać swoje emocje, one zawsze znajdą sposób, by o sobie przypomnieć. Nie mogę oszukiwać samej siebie – wiem, że wciąż czuję coś do tej osoby, choć może łatwiej byłoby udawać, że jest inaczej.

Ten tydzień nauczył mnie, że szczerość wobec samej siebie to podstawa. Że czasem warto odpuścić udawanie „wszystko jest dobrze” i przyznać się do swoich emocji – nawet jeśli są trudne.

Czy dla Was urodziny to czas świętowania, czy raczej refleksji i podsumowań?