W niedzielę jadę na mecz PGE Projekt Warszawa – Bogdanka LUK Lublin.

Z pozoru to po prostu kolejne spotkanie w kalendarzu PlusLigi. Kolejny wieczór na Torwarze, kolejne nazwiska na parkiecie, kolejne emocje zapisane w tabeli.

Dla mnie to jednak coś więcej.

To będzie pierwszy mecz z nowym aparatem. Pierwszy, na który jadę już nie tylko jako kibicka, ale jako ktoś, kto chce te emocje zatrzymać — w kadrach, w detalach, w spojrzeniach zawodników tuż przed zagrywką.

Trochę się stresuję.
Trochę ekscytuję.
Ale przede wszystkim czuję, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być.

Nie wiem, jakie będą wyniki. Hala zawsze przypomina mi, dlaczego zostałam przy siatkówce przez 14 lat.

To nie jest chwilowa fascynacja.
To nie jest etap.

To część mnie.

W niedzielę nie wracam „zobaczyć mecz”.
Wracam budować coś swojego.

I tym razem już nie oglądam historii z trybun.
Zaczynam ją tworzyć.

Wynik zapisze się w tabeli.
To, co ja zabiorę z tej hali, zapisze się dużo głębiej.