Czasem trzeba gdzieś wyjechać, żeby w końcu przestać się oszukiwać.

Droga do Lublina była spokojna, ale w tej ciszy pojawiło się więcej prawdy niż w niejednej rozmowie.
Bez wymówek, bez tłumaczenia czyichś zachowań, bez szukania sensu tam, gdzie go po prostu nie było.

Samo miasto ma swój klimat i wiem, że jeszcze tam wrócę.
Jest w nim coś, co mnie przyciąga — i nie wykluczam, że kiedyś mogłabym zostać tam na dłużej.

A potem był mecz.
I tam wszystko nagle było proste.

Emocje były prawdziwe, reakcje szczere, a ja dokładnie tam, gdzie chciałam być.
I wtedy dotarło do mnie, dlaczego tak bardzo kocham siatkówkę.

Bo tam nic nie jest na siłę.
Nie trzeba się domyślać.
Nie trzeba walczyć o czyjąś uwagę, czas czy zaangażowanie.

Albo ktoś jest — albo go nie ma.

Zdjęcia to tylko kadry, ale dla mnie to zapis tego, co czuję w tych chwilach.
Tego, że jestem w miejscu, które coś we mnie buduje, a nie odbiera.

Wracam z Lublina spokojniejsza.
Ale też bardziej świadoma tego, co jest dla mnie ważne i na co już nie mam miejsca.

Bo nie wszystko, co kiedyś było ważne, zasługuje na kolejną szansę.