Ten weekend miał być po prostu koncertem.

Spakowałam aparat, naładowałam baterie i pojechałam robić to, co lubię najbardziej – zatrzymywać chwile w kadrach.

A jednak okazało się, że ten weekend przyniósł mi coś więcej.

Po raz pierwszy od dawna pozwoliłam sobie po prostu być tu i teraz. Przestałam udawać, że nie znam ludzi, którzy kiedyś byli ważną częścią mojej historii. Zamiast analizować każdy krok, skupiłam się na tym, co dzieje się wokół mnie.

I chyba właśnie dlatego zdjęcia wyszły tak dobrze.

Bo kiedy patrzyłam przez obiektyw, nie myślałam o przeszłości. Myślałam o świetle, muzyce, ruchu i emocjach na scenie.

Mazowsze zachwyciło energią i kolorami. Pectus poruszył publiczność swoimi utworami. A ja po raz kolejny przekonałam się, że fotografia potrafi być najlepszą terapią.

Przez jeden dzień zrobiłam setki zdjęć. Jedne lepsze, inne gorsze. Ale każde z nich przypomina mi, dlaczego tak bardzo kocham fotografię. Bo aparat pozwala zatrzymać chwilę, która za sekundę już nie wróci.

Nie wszystkie odpowiedzi przyszły w ten weekend. Nie wszystkie rozmowy się odbyły. Nie wszystkie historie są zakończone.

Ale wróciłam do domu z pięknymi zdjęciami, spokojniejszą głową i świadomością, że czasem największym krokiem naprzód jest po prostu być sobą.

Czasem jedyne, czego potrzebujemy, to spojrzeć na świat przez obiektyw zamiast przez własne lęki.

Niektóre chwile warto przeżyć. Inne warto zatrzymać w kadrze. Czasem udaje się zrobić jedno i drugie.